18 lut 2016

Sercowe poszukiwania




                                               

                                                 


    Podekscytowanie, przygotowania, szalona tudzież podkręcająca atmosferę muzyka w tle, wymiana wiadomości odnośnie ostatecznego miejsca spotkania. Przygotowania do randki. Przepraszam w obecnych czasach to raczej do spotkania, bo tak trochę nie wypada chyba powiedzieć że idziesz na randkę.

Gwen Stefani wyśpiewuje w głośnikach „Oh god, thank god that I found you” a Ty razem z nią. Te wszystkie wiadomości na WhatsAppie świadczą o niczym innym jak tylko o tym , że pasujecie, że zaskoczyło, że tak samo patrzycie na świat a poczucie humoru...po prostu idealna bajka. I jeszcze wszystko się tak romantycznie zaczęło. Ty znudzona życiem singla ( bo już coraz trudniej znaleźć ekipę do zabalowania, podróżowania, spontaniczności co w większości prywatnych słowników lub skojrzeń znaczy nieodpowiedzialności ) logujesz się w drodze powrotnej z podróży na jakże popularny serwis randkowy. Patrzysz, oglądasz, czytasz. Z dziećmi – nie, „Girls just want to have fun” krzyczy Cindy Lauper w Twojej głowie. Dalej niż 50km -nie wchodzi w grę, żadnych zmęczonych dojeżdżaniem kolesi. Duże mięśnie- odpada, siedzi na siłce godzinami a jeszcze gorzej jak się pręży do lustra i strzela sobie fotki na fejsika (ma pecha, bo właśnie stamtąd portal udostępnia zdjęcia profilowe) – przecudowny samiec alfa, kpi Twoja podświadomość.  Parę narodowości też odpada – w końcu jesteś anonimowa więc możesz robić co chcesz, nikt Cię nie posądzi o rasizm, brak tolerancji czy małomiasteczkowość. Młodszy więcej niż 3 lata starszy więcej niż 10 – przepraszam, dziękuję za dziecko i za tatę.  Oooo...ale ten dobry. Niech mu, że go lubię. Zaskoczyło, on też mnie przesiał przez swoje sitko. Gra. Zaczęła się wymiana słów, zdań, myśli.

*Powiedz mi, byłaś na lotnisku wczoraj?
-Byłam.
*Z miasta A do miasta B.
-Tak.
*Haha. Tak mi się wydawało, że rozpoznałem Cię na zdjęciu.

Czyż to nie czyste zrządzenie losu?! Nic nie dzieje się bez powodu. Trafi swój na swego. Każda potwora znajdzie swego amatora i wszystkie inne możliwe porzekadła krążą jak szalone po głowie. Krążenie krwi wskoczyło na wyższy bieg . Uśmiech przyczepił się do twarzy jak rzep do psiego ogona.  Zadziała się jakaś magia lub sztuczka w układzie limbicznym.  Na natychmiastowe spotkanie nie ma opcji, bo przecież nie może być za łatwo. Pojechałaś na szkolenie, spędziłaś miło tydzień i w sumie niezły weekend. Bo randki to podobno ciężka praca, a żeby w tym wieku ( nie że jesteś jakaś superstara, ale na rynku już się nie zaliczasz do gorących 20) wieku znaleźć pasującą połówkę trzeba się naharować więc podążając za radą - harujesz. Wracasz, no i czas na randkę z drugim być może TYM właśnie.

Zapowiada się super. Idziesz i jeszcze sobie żartujecie na WhatsAppie, żeby minuty dzielące was od spotkania minęły szybciej. Spotykacie się. Wizualnie sporo wyższy ale ok – pasuje. Lico – miłe pasuje. Rozmawia z Tobą po angielsku i nie marudzi, że nie w jego ojczystym języku – ekstra ( dla wyjaśnienia to Ty jesteś obcokrajowcem). Idziecie na spacer –pasuje. Trochę czasami mówi niewyraźnie więc ciężko usłyszeć bo kaptury, czapki, ruch, 40cm różnicy wysokości. No ale taki jest minus spacerowych randek zimą ale w sumie niebawem usiądziecie w kawiarni to będzie łatwiej ze słyszeniem się. Lubi podróżować super. Może usiądziemy na piwo. On: na piwo?! Co Ty, przecież nie jest weekend. Ciebie lekko zamurowuje więc postanawiasz kontynuować przechadzkę. Chyba się wstydzi bo cały czas patrzy przed siebie. Nieśmiały. No niby to plus. Tak sobie chodzicie w tę i nazad kolejną godzinę. Humor trochę nie ten sam co w wiadomościach, teraz trochę mniej się śmieje niż wysyłał uśmiechniętych emotikonek. Jest bardziej zachowawczy, myślisz.  W parku zbudowali zamek ze śniegu. Proponujesz wdrapać się na tron i popatrzeć jak wygląda świat z poziomu tronu.* No co Ty przecież jesteśmy trzeźwi. No tak racja ale co to ma do rzeczy zastanawiasz się. Spontaniczność też trochę mniejsza niż wynikało z wiadomości WhatsAppowych. No to co, idziemy na herbatę?- pytasz.  * Możemy. Dość dobra odpowiedź. Przynajmniej nie jest nie. Mijacie jedno zamknięte miejsce. Wzrusza ramionami, że się chyba nie da. Prowadzisz go do drugiego miejsca (chociaż to on jest tutejszy) no sieciówka ale otwarta, ciepło i całkiem nastrojowo w środku, to co wchodzimy? W odpowiedzi dostajesz *Hmm. Jest już przed 21 to ja nie chciałbym pić kawy teraz bo nie zasnę później. Myślisz sobie jest jeszcze herbata, czekolada, sok pomarańczowy, jabłkowy i cała masa innych płynów nie koniecznie zawierających kofeinę lub teinę. Bajkę, te tak zwane motylki, ten uśmiech i chęć przenoszenia gór powoli a nawet w sumie w dość szybkim tempie szlag trafia. To co robimy pytasz, żeby ocenić decyzyjność, bo w końcu do cholery chcesz, żeby mężczyzna posiadał tę cechę. * Hmm, no nie wiem. Tam chyba jest dość ciasno, nie zapominaj że my potrzebujemy dużej przestrzeni żeby czuć się komfortowo. To chyba miał być żart ale Twój szczękościsk i pięściościsk i ochota do zawrócenia się na pięcie i pomaszerowania dziarskim tempem do domu sięgają zenitu i wcale Cię to nie rozbawiło. Jakby gdzieś stało lustro to zapewne ujrzałabyś zdenerwowaną Małą Mi. Proponujesz więc sześćdziesiątą rundkę dookoła głównego traktu w mieście. O i masz babo placek jeszcze zorza polarna Ci wyskoczyła na niebie. Mówisz o patrz obiecałeś mi zorzę i jest! *Tak? Obiecałem? Może i obiecałem. Jak tak mówisz to pewnie tak było. Romantyk w rzeczywistości WhatsAppowej ale w realu to kiepski z niego łamacz kobiecych serc. Przyspieszasz tempo już nawet nie komentujesz. Ściskasz tego oto samca z taką wielką radością, że aż miło dygasz zalotnie i mówisz no to jesteśmy w kontakcie i dajesz dyla! Na reszcie kooniec! Biegiem do domu bo zmarzłaś jak cholera! Spodnie to chyba przymarzły Ci do nóg.  Twoja wina, twoja bardzo wielka wina nie przygotowałaś się na pierwszorandkowy zimowy 3h spacer. Niemądra!  

W drodze powrotnej dzwonisz do tego,co to się z nim widziałaś w weekend. Tam trochę bardziej zaawansowany masz kontakt i się stęskniłaś za tym nieidealnym wcześniej mężczyzna. Teraz pasuje, teraz jest oswojony, swojski, swój, znany, może być jak przymrużysz bardziej oko, założysz grube jak denka od butelek różowe okulary. Gratulujesz decyzji zakupu biletu na podróż ( bo tu z tym podróżowaniem problem, ale za to fajnie Wam się rozmawia) i słyszysz * Dziękuję. No myślę, że jakoś to ogarnę. Jakbyś chciała to możesz jechać z nami. Mówisz, że się zastanowisz. Chcesz chwilę pogadać i nagle słyszysz * Ok. Muszę już spać więc sorry Babe...coś tam jeszcze mówi ale dla Ciebie to już nie istotne. Przerywasz szybko mówiąc  ok, śpij słodko, pa i odkładasz słuchawkę. A za pół godziny dostajesz info: tęsknię. Nie mogę zasnąć, którą olewasz bezczelni, wulgarnie mówiąc ciepłym moczem i odpisujesz: aha.

Ideały nie istnieją, ale żeby aż tak im daleko było chociaż do kolan tego Twojego ideału?  Mężczyźni z Twojego kraju są zdecydowanie fajniejsi. Nie. Na dzisiaj żadni mężczyźni nie są fajni. Żadnych randek, czułych słówek przez najbliższy miesiąc. Basta!

Po godzinie znowu buszujesz po aplikacji randkowej. Oooo, ale ten samiec to zapowiada się naprawdę fajnie... Biznes to biznes. Podobno trzeba harować, żeby szczyty zdobywać.