Podekscytowanie, przygotowania,
szalona tudzież podkręcająca atmosferę muzyka w tle, wymiana wiadomości
odnośnie ostatecznego miejsca spotkania. Przygotowania do randki. Przepraszam w
obecnych czasach to raczej do spotkania, bo tak trochę nie wypada chyba
powiedzieć że idziesz na randkę.
Gwen Stefani wyśpiewuje w
głośnikach „Oh god,
thank god that I found you” a Ty razem z nią. Te wszystkie wiadomości na
WhatsAppie świadczą o niczym innym jak tylko o tym , że pasujecie, że
zaskoczyło, że tak samo patrzycie na świat a poczucie humoru...po prostu
idealna bajka. I jeszcze wszystko się tak romantycznie zaczęło. Ty znudzona
życiem singla ( bo już coraz trudniej znaleźć ekipę do zabalowania,
podróżowania, spontaniczności co w większości prywatnych słowników lub skojrzeń
znaczy nieodpowiedzialności ) logujesz się w drodze powrotnej z podróży na
jakże popularny serwis randkowy. Patrzysz, oglądasz, czytasz. Z dziećmi – nie, „Girls
just want to have fun” krzyczy Cindy Lauper w Twojej głowie. Dalej niż 50km -nie
wchodzi w grę, żadnych zmęczonych dojeżdżaniem kolesi. Duże mięśnie- odpada,
siedzi na siłce godzinami a jeszcze gorzej jak się pręży do lustra i strzela
sobie fotki na fejsika (ma pecha, bo właśnie stamtąd portal udostępnia zdjęcia
profilowe) – przecudowny samiec alfa, kpi Twoja podświadomość. Parę narodowości też odpada – w końcu jesteś
anonimowa więc możesz robić co chcesz, nikt Cię nie posądzi o rasizm, brak
tolerancji czy małomiasteczkowość. Młodszy więcej niż 3 lata starszy więcej niż
10 – przepraszam, dziękuję za dziecko i za tatę. Oooo...ale ten dobry. Niech mu, że go lubię.
Zaskoczyło, on też mnie przesiał przez swoje sitko. Gra. Zaczęła się wymiana
słów, zdań, myśli.
*Powiedz mi, byłaś na lotnisku wczoraj?
-Byłam.
*Z miasta A do miasta B.
-Tak.
*Haha. Tak mi się wydawało, że rozpoznałem Cię na
zdjęciu.
Czyż to nie czyste zrządzenie losu?! Nic nie dzieje
się bez powodu. Trafi swój na swego. Każda potwora znajdzie swego amatora i
wszystkie inne możliwe porzekadła krążą jak szalone po głowie. Krążenie krwi
wskoczyło na wyższy bieg . Uśmiech przyczepił się do twarzy jak rzep do psiego
ogona. Zadziała się jakaś magia lub
sztuczka w układzie limbicznym. Na
natychmiastowe spotkanie nie ma opcji, bo przecież nie może być za łatwo.
Pojechałaś na szkolenie, spędziłaś miło tydzień i w sumie niezły weekend. Bo
randki to podobno ciężka praca, a żeby w tym wieku ( nie że jesteś jakaś
superstara, ale na rynku już się nie zaliczasz do gorących 20) wieku znaleźć
pasującą połówkę trzeba się naharować więc podążając za radą - harujesz.
Wracasz, no i czas na randkę z drugim być może TYM właśnie.
Zapowiada się super. Idziesz i jeszcze sobie
żartujecie na WhatsAppie, żeby minuty dzielące was od spotkania minęły szybciej.
Spotykacie się. Wizualnie sporo wyższy ale ok – pasuje. Lico – miłe pasuje. Rozmawia
z Tobą po angielsku i nie marudzi, że nie w jego ojczystym języku – ekstra (
dla wyjaśnienia to Ty jesteś obcokrajowcem). Idziecie na spacer –pasuje. Trochę
czasami mówi niewyraźnie więc ciężko usłyszeć bo kaptury, czapki, ruch, 40cm
różnicy wysokości. No ale taki jest minus spacerowych randek zimą ale w sumie
niebawem usiądziecie w kawiarni to będzie łatwiej ze słyszeniem się. Lubi
podróżować super. Może usiądziemy na piwo. On: na piwo?! Co Ty, przecież nie
jest weekend. Ciebie lekko zamurowuje więc postanawiasz kontynuować
przechadzkę. Chyba się wstydzi bo cały czas patrzy przed siebie. Nieśmiały. No
niby to plus. Tak sobie chodzicie w tę i nazad kolejną godzinę. Humor trochę
nie ten sam co w wiadomościach, teraz trochę mniej się śmieje niż wysyłał
uśmiechniętych emotikonek. Jest bardziej zachowawczy, myślisz. W parku zbudowali zamek ze śniegu.
Proponujesz wdrapać się na tron i popatrzeć jak wygląda świat z poziomu tronu.*
No co Ty przecież jesteśmy trzeźwi. No tak racja ale co to ma do rzeczy zastanawiasz
się. Spontaniczność też trochę mniejsza niż wynikało z wiadomości
WhatsAppowych. No to co, idziemy na herbatę?- pytasz. * Możemy. Dość dobra odpowiedź. Przynajmniej
nie jest nie. Mijacie jedno zamknięte miejsce. Wzrusza ramionami, że się chyba
nie da. Prowadzisz go do drugiego miejsca (chociaż to on jest tutejszy) no
sieciówka ale otwarta, ciepło i całkiem nastrojowo w środku, to co wchodzimy? W
odpowiedzi dostajesz *Hmm. Jest już przed 21 to ja nie chciałbym pić kawy teraz
bo nie zasnę później. Myślisz sobie jest jeszcze herbata, czekolada, sok
pomarańczowy, jabłkowy i cała masa innych płynów nie koniecznie zawierających
kofeinę lub teinę. Bajkę, te tak zwane motylki, ten uśmiech i chęć przenoszenia
gór powoli a nawet w sumie w dość szybkim tempie szlag trafia. To co robimy
pytasz, żeby ocenić decyzyjność, bo w końcu do cholery chcesz, żeby mężczyzna
posiadał tę cechę. * Hmm, no nie wiem. Tam chyba jest dość ciasno, nie
zapominaj że my potrzebujemy dużej przestrzeni żeby czuć się komfortowo. To
chyba miał być żart ale Twój szczękościsk i pięściościsk i ochota do zawrócenia
się na pięcie i pomaszerowania dziarskim tempem do domu sięgają zenitu i wcale
Cię to nie rozbawiło. Jakby gdzieś stało lustro to zapewne ujrzałabyś zdenerwowaną
Małą Mi. Proponujesz więc sześćdziesiątą rundkę dookoła głównego traktu w
mieście. O i masz babo placek jeszcze zorza polarna Ci wyskoczyła na niebie.
Mówisz o patrz obiecałeś mi zorzę i jest! *Tak? Obiecałem? Może i obiecałem.
Jak tak mówisz to pewnie tak było. Romantyk w rzeczywistości WhatsAppowej ale w
realu to kiepski z niego łamacz kobiecych serc. Przyspieszasz tempo już nawet
nie komentujesz. Ściskasz tego oto samca z taką wielką radością, że aż miło
dygasz zalotnie i mówisz no to jesteśmy w kontakcie i dajesz dyla! Na reszcie kooniec!
Biegiem do domu bo zmarzłaś jak cholera! Spodnie to chyba przymarzły Ci do
nóg. Twoja wina, twoja bardzo wielka
wina nie przygotowałaś się na pierwszorandkowy zimowy 3h spacer. Niemądra!
W drodze powrotnej dzwonisz do tego,co to się z nim
widziałaś w weekend. Tam trochę bardziej zaawansowany masz kontakt i się
stęskniłaś za tym nieidealnym wcześniej mężczyzna. Teraz pasuje, teraz jest
oswojony, swojski, swój, znany, może być jak przymrużysz bardziej oko, założysz
grube jak denka od butelek różowe okulary. Gratulujesz decyzji zakupu biletu na
podróż ( bo tu z tym podróżowaniem problem, ale za to fajnie Wam się rozmawia)
i słyszysz * Dziękuję. No myślę, że jakoś to ogarnę. Jakbyś chciała to możesz
jechać z nami. Mówisz, że się zastanowisz. Chcesz chwilę pogadać i nagle słyszysz
* Ok. Muszę już spać więc sorry Babe...coś tam jeszcze mówi ale dla Ciebie to
już nie istotne. Przerywasz szybko mówiąc
ok, śpij słodko, pa i odkładasz słuchawkę. A za pół godziny dostajesz
info: tęsknię. Nie mogę zasnąć, którą olewasz bezczelni, wulgarnie mówiąc
ciepłym moczem i odpisujesz: aha.
Ideały nie istnieją, ale żeby aż tak im daleko było
chociaż do kolan tego Twojego ideału?
Mężczyźni z Twojego kraju są zdecydowanie fajniejsi. Nie. Na dzisiaj
żadni mężczyźni nie są fajni. Żadnych randek, czułych słówek przez najbliższy
miesiąc. Basta!
Po godzinie znowu buszujesz po aplikacji randkowej.
Oooo, ale ten samiec to zapowiada się naprawdę fajnie... Biznes to biznes.
Podobno trzeba harować, żeby szczyty zdobywać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz